Albańskie Prokletije – co i jak

Niewiele już jest takich gór, w których nie spotyka się nikogo przez cały dzień. W Przeklętych jest to jak najbardziej możliwe. A jak już kogoś się spotka, to koniecznie trzeba z takiej okazji skorzystać, pogapić wspólnie na mapę, wymienić informacje, zapytać o wodę i o niknące lub nieoznakowane ścieżki.


Zobacz też: więcej zdjęć i wpisów o Albanii


Góry Północnoalbańskie, Alpy Albańskie, Prokletije, Bjeshket e Namuna, Alpet Shqiptare. Różnie nazywane, najczęściej jednak Prokletije, „Przeklęte”. Nazwa jak najbardziej adekwatna. Góry wymagające, dzikie, nieokiełznane. Mocno wcięte doliny utrudniają dostęp. Latem góry buchają upałem i ukrywają cenną wodę gdzieś w czeluściach skalnego podłoża. Zimą pokrywają się kilkumetrową warstwą śniegu, który zalega nawet do lipca. Pionowe, ostre i poszarpane granie. Raj dla wspinaczy, choć skała jest dość krucha (to znaczy: byłby to raj, gdyby tu docierali). Wapienie i dolomity. Podobno w żadnych innych bałkańskich górach lodowce nie wyżłobiły tak poszarpanych szczytów. I podobno z całych Bałkanów to pasmo było najbardziej pokryte lodowcami. I podobno jest to największy obszar krasowy w Europie. I jeszcze uchodzą za najmniej poznane góry Europy.

Góry Północnoalbańskie to część Gór Dynarskich. Najwyższy szczyt – Maja e Jezercës (2694 m) – ostatni pipant na zdjęciu:

Ostatni pipant to najwyższy Maja e Jezercës (2694 m).

Góry leżą na styku Czarnogóry, Albanii oraz Kosowa. Warto śledzić projekt, który powstał już jakiś czas temu – „The Peaks of Balkans”. „Ponadnarodowa” idea poprowadzenia szlaku przez Góry Przeklęte przez 3 kraje: Czarnogórę, Albanię i Kosowo. Szlak istnieje, jest poprowadzony pasterskimi ścieżkami i zakłada turystyczne przekraczanie granic w górach. Niestety  na razie biurokracja góruje i chęci przekraczania granic powinno się zgłosić w kraju, z którego się wychodzi, by uzyskać odpowiedni „glejt”. Taka jest teoria. Turyści twierdzą, że to olewają. O tym wszystkim – a rzecz warta uwagi – na stronie: http://www.peaksofthebalkans.com.

W części albańskiej pierwsze szlaki są dopiero i powoli wytyczane. I to też tylko w niektórych rejonach. Oprócz map, wskazane jest jak najbardziej posiadanie GPS z wgranymi aktualnymi punktami charakterystycznymi – zwłaszcza z wodą! – naniesionymi przez innych turystów. Pliki do wyszukania w necie.
Wykrzyknik „zwłaszcza wody!” daje do myślenia, co? Niestety z wodą jest rzeczywiście problem, do tego temperatury +trzydzieści parę stopni w cieniu (o ile jest), brak wiatru, wysoka wilgotność powietrza. Pije się dużo, a więc i dużo wody trzeba nosić.

No i można tu sobie przeklinać, ile wlezie. Nikt nie usłyszy 😉

Pusto, stromo i sucho.

Trzeba pamiętać, że w Albanii nie ma górskiego pogotowia ratunkowego. Górskie ratownictwo dopiero się kreuje. Jest kilka osób rozrzuconych po górach, które przeszły szkolenie i zdobyły uprawnienia. Wezwanie pomocy jednak odbywa się za pośrednictwem Catheriny Bohne, Amerykanki mieszkającej w Valbonie, poprzez podanie przez telefon swojej pozycji GPS. Trzeba być tego świadomym.

W góry od strony albańskiej najprościej dostać się ze Szkodry. Można dojechać z niej busem do Valbony, do Theth oraz do coraz bardziej popularnego i nieźle oznakowanego rejonu Curraj.

No to po kolei. Najpierw transport, potem góry.

JEZIORO KOMAN

Zostawiliśmy auto w Szkodrze i odbyliśmy transakcję łączoną: transport do miejscowości Koman + prom przez jezioro Koman + bus z Fierze do Valbony, korzystając z usług jednej z firm obsługujących promy. A Jezioro Koman? „Albański fiord – jedyny na Bałkanach”. Rejs promem rzeczywiście jest taki, jak opisują przewodniki: spektakularny widokowo. Co fajne – oprócz skalistych gór wypiętrzających się z wody, za serce łapie pustka i niedostępność okolic. To jest właśnie to, czego się szuka po wyjściu z domu 😉

Koman to jezioro zaporowe, które powstało w latach 60-tych, czyli w „najlepszym” okresie komunistycznej Albanii. Była to część planu unowocześnienia kraju. Propagandowo.

Przyświecał jednak wyższy cel: samowystarczalność energetyczna Albanii i uniezależnienie w tym temacie od innych krajów. Do dziś elektrownia zaspokaja 90% zapotrzebowania Albanii na prąd. Przedsięwzięcie zrealizowano w środkowym biegu rzeki Drin. W wyniku spiętrzenia wód Drinu powstały 2 jeziora, Koman i Fierze, oba długie na kilkadziesiąt kilometrów. Powstał też nowy szlak wodny obsługiwany przez promy pasażerskie i transportowe.

Przewodniki opisują wycieczkę po jeziorze Koman jako „one of the world’s great boat trips” i porównywalną tylko ze skandynawskimi fiordami. Dlatego reklamuje się tę atrakcję, jako jedyny na Bałkanach fiord, albański fiord. Trasa jest rzeczywiście bardzo spektakularna widokowo. Dookoła brak śladów cywilizacji, wyrastające z wody pionowe skały faktycznie tworzą rodzaj fiordu. Warto przepłynąć się jeziorem – jeśli nie transportowo na drugi koniec trasy, to turystycznie w obie strony.

Koman to jezioro zaporowe utworzone w środkowym biegu rzeki Drin. Nazywane jest "albańskim fiordem".

Spiętrzenie wód utworzyło malownicze i dzikie jezioro, otoczone skalistymi ścianami. Rzeczywiście klimat fiordów jest.

Jezioro Koman.40-kilometrowy odcinek pokonuje się w 2,5 godziny. W Fierze już czekają busy, można złapać transport gdzie bądź.

Przeprawę obsługują dwie firmy i na ich stronach można wyszukać wszystkie informacje. Można umówić się drogą mailową i otrzymać bilet do druku. Kontakt jest błyskawiczny.
Komani Lake Ferry Berisha: www.komanilake-explore.com.
Mario Molla: www.komanilake.com.

VALBONA

Valbona jest doliną głęboko wciętą pomiędzy masywne granie Gór Przeklętych. Dolina ciągnie się wzdłuż rzeki Valbony, będącej dopływem Drinu. Koryto rzeki jest dość szerokie, ale i tak ma się wrażenie, że te góry zaraz nas zjedzą. To nie to, że jest grań po lewej stronie i grań po prawej stronie. To jest panorama 360 stopni. Właściwie cały czas chodzi się z głową zadartą do góry. Dolina Valbona jest chętnie odwiedzana przez turystów, bo turystykę rozkręca tu Amerykanka, Catherina Bohne, która prowadzi szeroko rozumianą działalność proturystyczną i proregionalną. Jest tu kilka fajnych tras do zrobienia „na lekko” lub z namiotami.

Dolina Valbony.

Góry Północnoalbańskie, Alpy Albańskie, Prokletije.

Catherina jest ogromnym magnesem. Wraz z albańskim mężem jest prawdziwym skarbem, źródłem wiedzy o górach, trasach i nieocenioną pomocą w organizacji transportu oraz wszelkich rzeczy możliwych i niemożliwych. Wspólnie prowadzą guesthouse z kempingiem „Riljindi”, organizują przewodników, transporty, doradzają, pomagają, organizują pomoc w górach. Umieszczają turystów w domach albańskich rodzin, też w wyższych partiach gór. Dzięki nim okoliczne wioski zarabiają na turystyce i rozwijają się. Dzięki nim od niedawna do Valbony dochodzi asfalt. Catherina z mężem znakują szlaki, stawiają tablice informacyjne, opracowują mapki. Powoli zaczynają organizować coś na wzór górskiej służby ratowniczej. Wszystko służy temu, by przyciągnąć turystów i tym samym wesprzeć lokalną ludność. O przedsięwzięciach Catheriny, jej działalności, o aktualnościach z Valbony, także o trasach można poczytać na stronie www.journeytovalbona.com.

Z Valbony można zrobić kilka tras jednodniowych, dłuższą „pętlę” lub wręcz potraktować Valbonę tranzytowo. Niektóre trasy – głównie te krótsze i w niższych partiach – zostały orientacyjnie oznakowane. „Orientacyjnie” to jest dość dobre określenie, ponieważ  nie są to tak oznakowane ścieżki, do jakich jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni. Znaki są rozmieszczone bardzo rzadko, wszystkie są czerwone. Stanowi to niemały problem przy rozwidleniu, które często jest nieopisane. Ścieżki wcale nie są oczywiste. Pomiędzy oznaczeniami można się kilka razy pogubić. Oprócz mapy, wskazane jest jak najbardziej posiadanie GPS, najlepiej z wgranymi aktualnymi punktami charakterystycznymi (zwłaszcza z wodą!), naniesionymi przez innych turystów. Pliki do wyszukania w necie.

Górna część Valbony.

Przeklęte nad Valboną.

Do Valbony najszybciej można dotrzeć ze Szkodry lub górami z Theth. My wystartowaliśmy ze Szkodry, porzucając na tamtejszym kempingu auto, by całkowicie zaufać i oddać się w ręce firmie obsługującej promy Komani Lake Ferry Berisha (www.komanilake-explore.com). Odbyliśmy transakcję łączoną: transport do Koman + prom przez jezioro Koman + bus do Valbony. Wszystko do załatwienia drogą mailową. Reakcja na maile jest błyskawiczna. Jest też druga firma posiadająca promy i godna polecenia: www.komanilake.com. Obie firmy załatwiają też noclegi oraz transport z/na lotnisko w Tiranie. Przejazd busem ze Szkodry do odprawy w Koman trwa 2 godziny. Rejs – 40 km w 3 godziny. Bus z Fierze do Valbony – godzina.

Ściany otaczające dolinę Valbony.

Opisy tras są uzupełniane też na stronie journeytovalbona.com, warto śledzić.

THETH

Theth uchodzi za jedną z najbardziej izolowanych osad w Europie. Do tej pory dojazd do wioski możliwy jest tylko samochodem terenowym. Zimą często jest całkowicie odcięty od świata. Nie ma tu sklepu, żywność jest dowożona przez zamówiony transport. Turyści mogą zaopatrywać się w jedzenie u miejscowej ludności. Centrum Theth stanowi most, tablica informacyjna, drogowskaz i to tyle. Dookoła rosną jak grzyby po deszczu pola namiotowe i guesthouse’y. Mimo wszystko wioska ma swój klimat, zwłaszcza poza centralnym punktem.

Theth.

Dotrzeć tu można pieszo ścieżką poprowadzoną z doliny Valbona przez przełęcz Qafa e Valbones (ok. 1800m). Można dojechać samochodem terenowym ze Szkodry przez przełęcz Qafa e t’Thore (drogą SH21). Odcinek ze Szkodry na przełęcz został dopiero co wyasfaltowany, natomiast zjazd do Theth nadal jest wyzwaniem motoryzacyjnym. Szuter jest pełen krzywizn, dużych kamieni, ostrych krawędzi i głębokich dziur.

Theth – dzięki swojej izolacji – zachował swą północnoalbańską górską kulturę i tam rzeczywiście można ją poczuć. We wsi znajduje się zbudowany w 1892 roku kościółek nazywany „Kościołem w Theth”. W czasach gdy Hodża ogłosił Albanię krajem całkowicie ateistycznym i zabronił wyznawania jakiejkolwiek wiary, kościółek służył jako magazyn. Później wyremontowano go z funduszy emigrantów.

Kościółek z 1892 roku. Klasyczna fota z Theth.Jest tu też niewielkie muzeum etnograficzne. Najwięcej emocji jednak wzbudza wieża odosobnienia Kulla e Ngujimit. Takie kulle budowano na Bałkanach dość powszechnie, zwłaszcza w czasach imperium osmańskiego, ale służyły one jako schronienie i obronę przed wrogiem. Wieża w Theth jest o tyle ewenementem, że służyła jako schronienie dla sprawcy przestępstwa. Chroniła go przez pierwsze 15 dni przed karą zemsty – Gjakmarrja. Gjakmarrja była określona w zwyczajowym prawie Kanun. Krwawa rodowa zemsta. Prawo, które obowiązywało w przypadku np. zabójstwa czy znieważenia. Członek poszkodowanej rodziny miał obowiązek odnalezienia sprawcy i dokonania na nim zemsty. Na nim lub na innym członku rodziny, bo w takim przypadku obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Przez pierwsze 15 dni rodzina sprawcy miała czas na znalezienie negocjatora, osoby ze starszyzny, neutralnej, która miała prowadzić rozmowy z rodziną poszkodowanego. Dodatkowo „krew się nie starzeje”, zemsta mogła być wykonana nawet po kilkudziesięciu latach, co powodowało uruchomienie machiny na nowo, bo kolejna rodzina czuła się poszkodowana i szukała wendetty.
W wieży często chronili się wszyscy męscy członkowie rodziny złoczyńcy. Wieża była wykorzystywana przez całą wieś.

Na 15 dni służyła za schronienie dla sprawcy przestępstwa. W tym czasie rodzina delikwenta miała czas na znalezienie negocjatora spośród starszyzny, by rozpocząć rozmowy z rodziną poszkodowanego w celu zadośćuczynienia.Theth jest położone w bardzo malowniczym miejscu. Otoczone jest ścianami skalnych grani, łąkami, a w okolicy znajdują się ciekawe zjawiska przyrodnicze i geologiczne warte obejrzenia. Czerwony szlak z centrum wioski prowadzi do wodospadu Grunas, wysokiego na 30 metrów, pełnego wody nawet w upalne lato. Wodospad ma tę cechę, że wodę czerpie z jednej skały i ze śniegu zalegającego w górnych partiach gór. Woda jest lodowata, ale krystalicznie czysta.

Dalej można przejść do kanionu Grunas. Kanion ciągnie się 2 kilometry, głębokością sięga nawet 60 metrów i waha się od 3 do 40 metrów szerokości. Jego fragment można obejrzeć z mostku na ścieżce prowadzącej z wodospadu do kolejnej frajdy – Blue Eye. Oko jest chyba największą atrakcją w okolicach Theth, choć nieco oddaloną od wsi. Można jednak zrobić pętlę i z Blue Eye wrócić szutrową drogą (pieszo lub jeepem) do Theth.
Oko znajduje się na rzece Czarnej (Black River) zasilanej wodami z topniejących śniegów zalegających w górach. Powstało w wyniku erozji skał na skutek uderzającej wody. Ma głębokość do 5 metrów. Wokół Oka są niewielkie „baseny” i małe wodospady. I drewniane stanowiska na palach z widokiem, czyli rodzinna knajpa serwująca kuchnię godną polecenia. Sam strumień płynący z Blue Eye jest malowniczy, ma oczywiście lodowatą i krystalicznie czystą wodę 😉

Black River.

Sporo informacji o Theth i okolicach, co warto i jakie są możliwości, można znaleźć na stronie: http://thethi-guide.com.