Litwa – co i jak na Via Baltica

„Via Baltica” jest fragmentem międzynarodowej drogi E67 prowadzącej z Polski przez Litwę i Łotwę do Estonii. Ściślej – z Warszawy do Tallina. Razem z trasą kolejową „Rail Baltica” stanowi część transeuropejskiego korytarza transportowego. Dlatego jest najważniejszym połączeniem drogowym pomiędzy krajami bałtyckimi. Patrząc na mapę, „Via Baltica” nie biegnie linią brzegową Bałtyku, ale nazwa świetnie nadaje się do określenia naszej trasy przez kraje bałtyckie. Dlatego „pożyczamy”.

Litwę, Łotwę i Estonię, trzy byłe republiki radzieckie, a teraz wolne kraje, przyjęło się nazywać krajami bałtyckimi. Kraje nadbałtyckie to wszystkie kraje położone nad Morzem Bałtyckim.

Litwa jest nietuzinkowym krajem. Dość specyficznym, a dla Polaków szczególnie ważnym. Z racji tak bliskiego sąsiedztwa geograficznego, Polska i Litwa mają wyjątkowo splątaną historię, wspólne wydarzenia, które albo nasze narody jednoczyły, albo dzieliły. Do dziś relacje między Litwinami a Polakami są różne. Są sympatie i antypatie. Polacy chodzący po Wilnie i mówiący „nasze Wilno” wkurzają Litwinów tak samo, jak Niemcy chodzący po starym Gdańsku i mówiący „mein Danzig”. Oczywiście nie da się odciąć historii, każdy ma swoje poglądy na poszczególne wydarzenia, ale przyjeżdżając na Litwę, jak i do każdego innego kraju na świecie, jesteśmy tam gośćmi. Litwini są bardzo gościnni, ale bardzo czuli na punkcie litewskości Litwy. Dlatego jako goście, spójrzmy na Litwę oczami turysty.

W Internecie grubymi wołami jest napisane, że w nadbałtyckich krajach, tych dawnych republikach radzieckich, absolutnie nie należy odzywać się po rosyjsku. Że zostaniemy potraktowani jak znienawidzeni Rosjanie, spotkamy się z niechęcią, uprzedzeniem, wrogością i już nikt nam nie pomoże. Owszem trudno było nie zauważyć niechęci Litwinów do Rosjan. No ale podobno Litwini nie lubią też Polaków. Byliśmy tam 2 razy i ani razu nikt nie dał nam odczuć tej niechęci. Nigdy nie zagadywaliśmy nikogo po rosyjsku, ale często Litwini sami przechodzili na ten język. Młodzi ludzie – owszem, znają angielski, nie chcą znać rosyjskiego. Dla ludzi starszych rosyjski to jedyna szansa na dogadanie się z turystami. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego nie spotkaliśmy się z wrogością, widocznie jesteśmy tak sympatycznymi ludźmi :).

W ramach trasy hucznie nazwanej przez nas „Via Baltica” pociągnęliśmy linią brzegową od Mierzei Kurońskiej na Litwie, przez Kolkę na Łotwie i hen daleko za TallinEstonii, w stronę granicy z Rosją.


Zobacz też: więcej zdjęć i wpisów o Litwie Via Baltica


NASZA LITEWSKA TRASA

Nasza trasa ciągnęła wzdłuż Bałtyku. Niestety między Gdynią a nadbałtycką Litwą leży Obwód Kaliningradzki, czyli Rosja, a tu już obowiązuje wiza tranzytowa. Dlatego, żeby znad Bałtyku dojechać nad Bałtyk, wykonaliśmy łuk przez Kowno. I dlatego nasza trasa wyglądała tak:

Kowno –> Kłajpeda –> Mierzeja Kurońska: Preila, Nida, Wydma Parnidis, Park Narodowy Nagliu –> a potem na północ do granicy z Łotwą.

KOWNO

Kowno (Kaunas) od Bałtyku dzieli ponad 200 km, ale przynajmniej leży na tej prawdziwej trasie „Via Baltica” i też „Rail Baltica”. O Kownie nie mogę dużo powiedzieć. Padało i było jakoś tak sobie. Jak to w deszczowe dni. Były mury najstarszego na Litwie zamku (z XIII w.), z którego oryginalnych fragmentów już chyba nie za wiele zostało, ale stanowi symbol walki Litwinów z Krzyżakami.

Zamek kowieński.

Za zamkiem można podziwiać piękno usytuowania Kowna w międzyrzeczu, u ujścia rzeki Wilii do Niemna: „Wspaniały widok na wstęgi rzek wijących się pośród pagórków i łąk, przywodzi na myśl mickiewiczowskie opisy litewskiej przyrody.”. W deszczu… nie bardzo.

Willia wpada do Niemna.

Obok zamku położone jest Stare Miasto, rynek z XVI-wiecznym ratuszem i odrestaurowanymi kamieniczkami. Uliczki dookoła rynku są albo głośne i pełne samochodów, albo wyludnione. Kamienice albo świeżo po renowacji, albo jeszcze zaniedbane i obdrapane, co w deszczu wyglądało bardziej przygnębiająco. No i jeszcze przeczytałam, że Mickiewicz gardził Kownem jako miastem prowincjonalnym i uciekał do Wilna, kiedy tylko mógł. Ale są trolejbusy!!! Zawsze miło zobaczyć gdzieś trolejbusy, bo to taki miły łącznik z Gdynią :).

Rynek i XVI-wieczny ratusz.
Rynek i XVI-wieczny ratusz.

Gdzieś centralnie na Starym Mieście.

Niektóre boczne uliczki są całkowicie wyludnione.

Być może ogólny odbiór miasta to kwestia deszczu, a może jednak za bardzo ciągnęło nas do Bałtyku, w każdym razie, Kowno nie zatrzymało nas na dłużej i uciekliśmy spod chmur w stronę słońca – do Kłajpedy.

KŁAJPEDA

Kłajpeda jest miastem bliźniaczym Gdyni! Czyli obecność w Kłajpedzie obowiązkowa! Może dobrym pomysłem byłoby odwiedzenie wszystkich bliźniaczych miast Gdyni?

Kłajpeda jest jedynym morskim portem Litwy. Uchodzi za najbardziej na północ wysunięty niezamarzający port na wschodnim wybrzeżu Bałtyku. Jest też jednym z większych i ważnych bałtyckich portów przeładunkowych, rybackich, posiada stocznię i jeszcze obsługuje turystyczny ruch promowy. Te wszystkie achy i ochy Kłajpeda zawdzięcza położeniu nad brzegiem cieśniny łączącej Zalew Kuroński z Morzem Bałtyckim. Połączona jest też kanałem żeglownym z ujściem Niemna.

Nowa Kłajpeda.

Krzyżacy z Zakonu Kawalerów Mieczowych wraz z biskupem ryskim założyli w 1252 roku zamek pod nazwą Memelburg. Wówczas uważano, że Zalew Kuroński to delta Niemna, a Memel to po niemiecku Niemen. Kłajpeda należała do Państwa Krzyżackiego, Prus Książęcych, Królestwa Pruskiego i Niemiec. Wydaje się, że z Litwą miała niewiele wspólnego. Przez chwilę należała do Polski, kiedy Prusy Książęce stały się lennem Polski. Od tego momentu port w Kłajpedzie zaczął odgrywać ważną rolę w świetnie prosperującym polskim eksporcie. Kłajpeda handlowała z Gdańskiem i z Toruniem. Kłajpeda jako prawdziwa część Litwy zaistniała w 1923 roku, kiedy Litwa przejęła zajęła Kraj Kłajpedzki.

Przez miasto płynie rzeka Dane, oddzielając stare miasto od jego nowoczesnej części. Sercem starej Kłajpedy jest dawny rynek, teraz Plac Teatralny, słynny, bo stoi przy nim teatr, słynny, bo z jego balkonu przemawiał Hitler, kiedy Niemcy zajęli miasto. Starówka jest niewielka, śmieszna dosyć, wybrukowana „kocimi łbami”, składająca się z wąskich uliczek przecinających się pod kątem prostym. Najstarsze w mieście są budynki spichrzów i kamienice z pruskiego muru. Ciekawym jest fakt, że jedna z dzielnic Kłajpedy znajduje się po drugiej stronie Zalewu Kurońskiego. Znajduje się tam Muzeum Morskie, które naprawdę warto odwiedzić. Jest bardzo dobrze wyposażone, fajnie wyeksponowane, dodatkowo umieszczone w XIX-wiecznej twierdzy Kopgalis. Przy muzeum znajduje się delfinarium – ale to już co kto lubi i co na ten temat uważa. My nie byliśmy.

MIERZEJA KUROŃSKA

Mierzeja Kurońska (Kuršių nerija) – jak to mierzeja – jako wąski i długi wał piachu oddziela ląd stały od otwartego Bałtyku, tworząc Zalew Kuroński. Całkowita długość mierzei wynosi niemal 100 km, z czego jedna połowa należy do Litwy, druga do Rosji. Szerokość od 400 m do 4 km. Żeby było śmieszniej, litewska część mierzei nie jest połączona z lądem, dostać się można na nią tylko za pomocą promu. Przeprawa zajmuje 10 minut, ale świat, w jakim się wysiada z promu, jest całkowicie inny. Małe wioseczki Mierzei Kurońskiej są oddzielone od siebie o kilka, kilkanaście kilometrów lasu i piachu. Mierzeja była niegdyś dość gęsto zalesiona. Mieszkańców przybywało, zaczęto karczować trawy i lasy. Wydmy zaczęły wędrować i zasypywać wsie. Znikło kilkanaście wiosek. Dlatego mierzeja jest systematycznie zalesiana. Piaski się ruszają. 20 metrów rocznie. Mierzeja przez te ruchy cały czas przesuwa się w kierunku otwartego morza. Nawet kilka metrów rocznie. Wydmy kurońskie są najwyższe nad Bałtykiem, a drugie pod względem wysokości w Europie. Mierzeja Kurońska jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nazwa pochodzi od bałtyjskiego plemienia Kurów, którzy do średniowiecza zamieszkiwali nadbałtyckie rejony Litwy i Łotwy.

Zachowały się 4 wioski na „kosie” mierzei: Juodkrante, Pervalka, Preila i Nida. Są one scalone administracyjnie w jedno „ciało” zwane Neringa. Juodkrante i Nida są najbardziej turystyczne. Pervalka i Preila są cichutkie i spokojne. Wioski mają niesamowity urok. Zachowały się domy rybackie z XIX w., niektóre kryte strzechą. Chaty są pomalowane na błękitno lub na brązowo, ale wtedy z błękitnymi dodatkami. Wiele z nich przekształcono już w pensjonaty, ale nie ujmuje to uroku wioskom. Otoczone lasami i wydmami, z łodziami rybackimi i małymi stoiskami z wędzona rybą. Przepyszną rybą.

Stary rybacki dom w Preili.

„Stolicą” Neringi jest Nida. Bardzo turystyczna, więc i droga wioska. I chyba tylko turystyczna (i niestety tylko tu jest jedyny na mierzei camp). W Nidzie znajduje się domek letniskowy Tomasza Manna, nabyty za honorarium za powieść „Buddenbrookowie”. Nas jednak najbardziej przyciągnął stary cmentarz Kuronów położony na wzgórzu niedaleko również starego ewangelicko-luterańskiego kościoła. Przy nagrobkach stoją drewniane krikstai – znaki nagrobne ustawiane od strony stóp zmarłego. Podobno charakterystyczne dla rybackich cmentarzy okolic Mierzei Kurońskiej i ujścia Niemna. Po Kuronach tradycję przejęli litewscy protestanci. Rodzaj drewna i dekoracja zależały od wieku i płci zmarłego. Były wykonywane z desek połączonych na pióro i dekorowane rytymi wzorami. Zdobiono je greckim lub łacińskim krzyżem z elementami roślinnymi i ptakami.

Kształt zależy od płci i wieku zmarłego.

Przed wieloma domami są umieszczone drewniane wiatrowskazy. Dziś to już tylko ozdoby,  ale w XIX w. każdy rybak miał obowiązek posiadać taki wiatrowskaz.

Wiatrowskazy - postęp techniki meteorologicznej :)

Ale i tak najfajniejsze są wydmy. Za Nidą, przy granicy z Rosją „wędruje” ruchoma wydma Parnidis. 52m. Według miejscowych nazwa Parnidis oznacza „przechodzący przez Nidę”, bo wydma pchana wiatrem kilka razy przeszła przez Nidę. Naukowcy oszacowali, że każda osoba chodząca po wydmie powoduje ruszenie kilku ton piasku. Na szczycie wydmy postawiono zegar słoneczny, pokazujący dokładny czas. Jest to kilkunastometrowy kamienny słup otoczony granitowymi stopniami z nacięciami wyznaczającymi godziny i półgodziny oraz nacięcia na każdy miesiąc i jeszcze dodatkowo dla wskazania przesilenia słońca. Jest kilka dróg prowadzących na wydmę, ale najładniejsza to ta z centrum Nidy.

Ruchoma wydma Parnidis. 52m. Kilka km od granicy z Rosją. Komórki logują się już u rosyjskich operatorów.

Na mierzei jest jeszcze Rezerwat Przyrody Nagliu, niedaleko Pervalki. Szał piachu, traw i pagórów. Rezerwat chroni tzw. wydmy Martwe lub Szare. Rezerwat stanowią wydmy, wzgórza piaskowe, zbudowane przez silne wiatry, poprzecinane wąwozami. Wydmy te na przestrzeni XVII i XIX w. zasypały kilka wiosek, które do dziś znajdują się pod powierzchnią piasku. Szacuje się, że wydmy przesuwały się wtedy z prędkością nawet do 15 metrów rocznie.

Na Mierzeję Kurońską można dostać się promem, za który płaci się tylko w jedną stronę (powrót wliczony w cenę lub za darmo – jak kto woli interpretować). Aktualne info o przeprawie: https://www.keltas.lt/en/home. Wjazd na mierzeję, do Parku Narodowego Mierzeja Kurońska też jest płatny przy szlabanie na drodze w stronę Nidy.