Nasz adopciak

Ten pies był nam pisany! Jest jak my. Lubi się pobyczyć, pospać, lubi konkretne smaki, lubi liznąć ciemnego portera lub wyczyścić jęzorem kubek po kawie. Chrapie w identyczny sposób jak męska część rodziny.
Nie szukaliśmy psa! To los tak wszystkim pokierował, że Kaja przypadkiem zobaczyła na OLX ogłoszenie. I zdjęcia. Te oczy! Te uszy! I do tego to imię!
To nie była kwestia – ten, czy inny pies. To była kwestia: tak czy nie. Tak = Bambosz, nie = nie ma tematu, bo nie szukaliśmy psa.
Po 2 dniach był nasz. Psiaczek Warmiaczek. Od 2 lat przebywał w przytulisku pod Ornetą, a opiekowała się nim wolontariacka Fundacja Psiaki z Warmii i Mazur, która prowadzi kilka niewielkich, ubogich przytulisk, pełnych bezdomnych psiaków.
Bambosz jest niemały i cały czarny jak smoła. Dlatego nikt go nie chciał, nikt o niego nie pytał. Podobno ludzie nie chcą czarnych psów. Teraz to nasz „książę półkrwi”: trochę wyżeł, trochę labrador, trochę coś innego. Pies węszący i tropiący. Przyjaciel od pierwszych dni. Pies pełen życia, emocji i radości.
Ciąg dalszy ułożył się tak:
19 kwietnia 2020. Piękna pogoda, słonko, idealny dzień na wzięcie psiaka do domu. Jedziemy do przytuliska, do Świątek, na Warmię.
Wystarczyła godzina: krótki spacer, podpisanie umowy, bum. Wracamy do domu rodziną powiększoną o kolejnego członka.

Nie było mowy o chodzeniu po schodach. Nauka trwała 4 dni. Przednie łapy chciały, cały tył trząsł się bezsilnie.
Zapach schroniska był dość intensywny, pies spokojny. Pod wieczór odważyliśmy się na pierwszą kąpiel.
Pierwsze spacery „na dzielni” nie były zbyt dalekie ani zbyt długie. Uszy po sobie, ogon podkulony, niepewność w oczach.
Przykurczony, przygarbiony, przestraszony.
Już wiemy, że na zdjęciach wygląda jak czarna plama 🙂
Potrzeba bycia przy człowieku była niesamowicie silna.

Ale kiedy pojawia się lęk, jakiś problem – zawsze można na człowieka liczyć.