Nasz adopciak

Ten pies był nam pisany! Jest jak my. Lubi się pobyczyć, pospać, lubi konkretne smaki, lubi liznąć ciemnego portera lub wyczyścić jęzorem kubek po kawie. Chrapie w identyczny sposób jak męska część rodziny.
Nie szukaliśmy psa! To los tak wszystkim pokierował, że Kaja przypadkiem zobaczyła na OLX ogłoszenie. I zdjęcia. Te oczy! Te uszy! I w tym zestawie wkomponowane to imię!
To nie była kwestia – ten, czy inny pies. To była kwestia: tak czy nie. Tak = Bambosz, nie = nie ma tematu, bo nie szukaliśmy psa.
Po 2 dniach był nasz. Psiaczek Warmiaczek. Od 2 lat przebywał w przytulisku pod Ornetą, a opiekowała się nim wolontariacka Fundacja Psiaki z Warmii i Mazur, która prowadzi kilka niewielkich, ubogich przytulisk, pełnych bezdomnych psiaków.
Bambosz jest niemały i cały czarny jak smoła. Dlatego nikt go nie chciał, nikt o niego nie pytał. Podobno ludzie nie chcą czarnych psów.
Teraz to nasz „książę półkrwi”: trochę wyżeł, trochę labrador, trochę coś innego. Pies węszący i tropiący. Przyjaciel od pierwszych dni.
Pies pełen życia, emocji i radości.
Pierwsze chwile nie były dla Bambosza łatwe, ale ta przemożna potrzeba bycia akceptowanym, kochanym i bezpiecznym była przeogromna.
Ciąg dalszy ułożył się tak: